Czy można umyć się makowcem?

Czas pędzi jak szalony, nie tak dawno były upały, a tu już połowa grudnia. Pora najwyższa, by zacząć serię wpisów świątecznych. Na pierwszy ogień pójdzie coś naprawdę smakowitego, czyli jedno z tradycyjnych bożonarodzeniowych ciast: makowiec. Dziś w troszkę innej odsłonie: nie będziemy piec, przygotujemy sobie za to pięknie pachnący peeling do ciała – w sam raz na chwilę odpoczynku po wyczerpujących całodziennych przygotowaniach do świąt. O tym, jak taki peeling działa i czemu warto go przygotować, przeczytacie niżej. Na początek przepis – z myślą o niecierpliwych i bardzo ciekawych. Taka porcja wystarczy na kilka razy.

Czego zatem będziemy potrzebować? Składników nie ma wiele, wystarczy:

50 g suchego maku

200 g cukru

1 łyżka oleju ze słodkich migdałów

½ łyżki oleju z pestek śliwki

½ łyżki rumu

2 krople olejku pomarańczowego

Co zrobić, jeśli bardzo chcecie wykonać taki peeling, ale większości składników nie macie w domu?
Cukier i mak, czyli baza naszego kosmetyku, w okresie świątecznym są w każdym domu, tego jestem pewna. Olej z migdałów i pestek śliwki można zastąpić dowolnym olejem, słonecznikowy czy z pestek winogron jak najbardziej się nada. Oliwę raczej odradzam, działanie dobre, ale pod względem zapachu do makowca jakoś nie bardzo mi pasuje… Ważna informacja: jeżeli rezygnujemy z oleju śliwkowego (wspaniale działa i cudnie pachnie migdałami), teraz dodajmy kropelkę olejku migdałowego, a przy najbliższej okazji radzę olej z pestek śliwki zakupić (można go bez problemu nabyć w sklepie internetowym z półproduktami kosmetycznymi), nie pożałujecie, przyda nam się między innymi do zrobienia ochronnej pomadki marcepanowej, przepis będzie za jakiś czas. Dodanie rumu nie jest konieczne, ale wskazane – alkohol przedłuża nam po prostu trwałość kosmetyku, zamiast rumu można użyć nawet wódki. A jeżeli nie posiadacie olejku pomarańczowego, wystarczy dodać trochę startej skórki z pomarańczy, może być świeża lub suszona.


Wiemy już, co będzie nam potrzebne i czym zastąpić coś, czego nie mamy, przejdźmy więc do samego przygotowania peelingu.
Mak zalewamy wrzątkiem i odstawiamy pod przykryciem na jakąś godzinę czy dwie. Następnie dodajemy resztę składników i dokładnie mieszamy (można w tym momencie użyć nawet blendera czy moździerza, ale da się to zrobić i bez dodatkowych sprzętów). I już, nic więcej nie trzeba robić, przekładamy gotowy peeling do słoika. Osoby, które przygotowują na święta makowiec czy makiełki mają jeszcze łatwiej, po prostu na początku bierzemy trochę więcej maku i cukru (wystarczy po kilka łyżek) i po przemieleniu przez maszynkę, odkładamy nadmiar do miseczki, dodajemy pozostałe składniki i mieszamy.
Można używać od razu, chociaż warto poczekać kilka godzin, żeby peeling się „przegryzł”, zapach będzie wtedy jeszcze lepszy.


Peeling należy przechowywać w lodówce, tydzień czy półtora wytrzyma na pewno. Uprzedźcie tylko domowników, że macie zamiar wykorzystać zawartość słoika do celów kosmetycznych, inaczej jest duża szansa, że Wasz peeling zostanie przez kogoś po prostu zjedzony. Uprzedzając pytania, bez obaw, ewentualny peelingożerca przeżyje. Jeżeli podczas przygotowania czy używania naszego kosmetyku obliżecie palce (a oprzeć się trudno!), to też nic Wam nie będzie, peeling jest całkowicie jadalny. Tylko nie zjedzcie wszystkiego, szkoda naszej pracy, a taka ilość cukru też szczególnie dobrze na organizm nie wpływa – rozsądek przede wszystkim.

Został nam jeszcze jeden istotny punkt, a mianowicie odpowiedź na pytanie, jak ten nasz peeling właściwie działa. Będzie zwięźle i na temat: peeling makowo-cukrowy uelastycznia i ujędrnia skórę, złuszcza martwy naskórek i przyspiesza proces gojenia. No i w przeciwieństwie do typowego makowca, ten nasz, odpowiednio oczywiście używany, nie tuczy. Krótko mówiąc, skóra po takim zabiegu jest miękka, gładka i przepięknie pachnie, do tego dochodzi zrelaksowany umysł i doskonały nastrój. Nie wierzycie? Sprawdźcie osobiście!